Image default
Historia regionu

12 czerwca 1944 r. w lasach janowskich i lipskich podczas operacji “Sturmwind”

12 czerwca 1944 r., we wsi Janiki doszło do walki z grupą partyzancką AL oddziału Edwarda Gronczewskiego „Przepiórki”, która w godzinach popołudniowych zaatakowała niemiecki oddział rozpoznawczy. Padło 11 Niemców, reszta po pierwszych strzałach rozbiegła się po lesie. Partyzanci zdobyli broń, mundury i obuwie. Po potyczce wycofali się poza wieś, zajmując nowe stanowiska ogniowe.

W rejonie majątku Świdry, a więc w lasach lipskich, ubezpieczenie bojowe radzieckiego oddziału mjr Władymira Czepigi starło się z niemieckim oddziałem rozpoznawczym. Po wymianie strzałów, gdy część Niemców została zabita, oba oddziały cofnęły się w kierunku sił głównych.

Pod wsią Szwedy rozpoznanie z oddziału mjr Wiktora Karasiowa natrafiło na grupę niemiecką. Po wymianie strzałów grupa cofnęła się.

Oddział polsko–radziecki Mikołaja Kunickiego „Muchy” też wdał się w potyczkę z Niemcami, którzy przyjechali pacyfikować wieś Momoty Dolne.

Zgromadzone główne siły partyzanckie w rejonie Dębowca zostały przed wieczorem ostrzelane z artylerii, następnie pojawiło się 9 stukasów, atakując z powietrza pozycje polskie i radzieckie. Ani ostrzał artyleryjski, ani ataków bombowców nie wyrządziły wprawdzie większych szkód, były jednak oznaką, że Niemcy rozpoczynają wielką akcję przeciwko partyzantom. Toteż jeszcze tego dnia w rejonie Dębowca odbyło się zebranie wszystkich dowódców oddziałów, na którym w wyłoniono wspólne dowództwo całości sił partyzanckich. Dowódcą został ppłk Mikołaj Prokopiuk, szefem sztabu starszy lejtnant Andrzej Gorowicz, zastępcą Prokopiuka mjr Wiktor Karasiow. Przyjęto zasadę podjęcia walki z nieprzyjacielem na uprzednio zajętych pozycjach, gwarantującym przewagę naszym oddziałom, zadanie mu strat i wycofywanie się na dalsze pozycje, skąd można by poprowadzić walkę. Zapadła też decyzja przesunięcia wszystkich sił za szosę Janów Lubelski – Nisko i skoncentrowania się w pobliżu wsi Szklarnia. Zaczęto też minować wszelkie drogi, którymi mogliby wtargnąć w ten rejon Niemcy. Pierwsze eksplozje koło Kochan i Świdrów przekonały partyzantów, że postąpili słusznie.

Późnym wieczorem skoncentrowane oddziały partyzanckie ruszyły kolumną wraz z taborami, liczącymi ponad 100 wozów – przez Łążek Ordynacki w kierunku wschodnim. W ciemnościach nocy i wśród padającego deszczu maszerowano drogą leśną na Szklarnię.

O świcie przechodziliśmy przez tę wieś – wspomina Bulwicki. – Nad lasem i wioską zawisła gęsta, ponura mgła. Nie dość, że ciążyła świadomość groźnej sytuacji, ale na dobitkę mgła przygniatała dodatkowym ciężarem. Nastrój ten spotęgował się jeszcze bardziej, gdy w oknie jednego z domów zobaczyłem kobietę, jak zerwana ze snu odchyliła firankę i stojąc w koszuli, z rozpuszczonymi włosami, poważnie i smutnie patrzyła na przemarsz zmęczonych i wymizerowanych partyzantów

Fotografia przedstawia grupę partyzantów z oddziału AL Edwarda Gronczewskiego ps. “Przepiorka”.

(Wykorzystano: Tadeusz Szymański – „My, ze spalonych wsi. Wspomnienia partyzanta” oraz Waldemar Tuszyński – „Lasy Janowskie i Puszcza Solska”.Zdjęcie pochodzi z książki Jerzego Markiewicza „Partyzancki kraj”)

Related posts

Leave a Comment