Image default

Stare mapy przedwojenne, a w szczególności słynna mapa WIG z 1938 roku, to prawdziwe skarbnice wiedzy. Dzięki takim źródłom można dowiedzieć się wiele ciekawych rzeczy m.in. stare trakty między miejscowościami, które po wojnie straciły na znaczeniu. Dla mnie, jako poszukiwacza “zaginionych”, zapomnianych obiektów religijnych, najważniejszą zaletą przedwojennych map są umiejscowienia krzyży i kapliczek. Właśnie w takich miejscach można było podziwiać wybitne dzieła sztuki ludowej wykonywanych przez zapomnianych świątkarzy. Niestety, wiele takich drewnianych rzeźb i figurek nie przetrwały do naszych czasów. Zostały one skradzione przez prywatnych kolekcjonerów czy etnografów, a niektóre zostały spalone przez miejscową ludność. Przy odrobinie szczęścia niektóre dzieła można odnaleźć w muzeach.

Mapa z 1938 roku. Na dole krzyż na Koćku, koło punktu wysokości 191 m n.p.m.

Mnie osobiście zainteresował pewien krzyż na tzw. Koćku – dawne pola znajdujące się na południe od Nowej Huty, w stronę drogi wojewódzkiej 858, czy kto woli, dawnego gościńca krzeszowskiego (tego między Biłgorajem a Harasiukami). Bardzo zaintrygowała mnie “figura”, położona z dala od siedzib ludzkich, ustawiona przy praktycznie nic nie znaczącej drodze. Po raz pierwszy została wzmiankowana na mapie z 1938 roku.

Żeby sprawdzić, czy faktycznie ta “figura” istnieje, postanowiłem najpierw zapytać mieszkańców Huty. Napotkane przy szosie panie nic nie wiedziały o tym krzyżu, twierdząc jednocześnie, że tam nic nie ma. Nie tracąc nadziei, popytałem pewnego starszego mieszkańca. “Tak, jest ten krzyż” – od razu odpowiedział ożywionym tonem. To już coś było! Przy okazji próbowałem się dowiedzieć czegoś więcej o tym krzyżu. Udało mi się usłyszeć, że podczas I wojny światowej jakaś armia rozbiła tam obóz koło tego krzyża. Starszy pan nie pamiętał już, czy to była austriacka, czy rosyjska. Z jakiej okazji, kto i kiedy postawił, także nie wiedział. Pewne to było, że podczas Wielkiej Wojny krzyż wtedy istniał.

Jakiś czas później wybrałem się na Kociek w celu odnalezienia krzyża. Przejechałem wzdłuż i wszerz, rozglądając się uważnie dookoła. Zastanawiało mnie to, w jakim stanie zastanę krzyż, czy będzie drewniany lub metalowy. Niestety, nie udało mi się znaleźć za pierwszym razem. Stwierdziłem, że staruszek musiał dawno być w tym miejscu, a krzyż zdążył się rozpaść. Uświadomiła mnie myśl, że to musiało być jakiś czas temu, skoro panie z Huty nie wiedziały o istnieniu krzyża. To mogłoby się zgadzać. Rozczarowany, musiałem się pogodzić z faktem. Nie zawróciłem w stronę drogi Sól – Stara Huta, tylko przejechałem przez wydmy w kierunku dawnego gościńca krzeszowskiego Krzeszów – Janów Lubelski, mijając najwyższy punkt w tym miejscu (Koćkowa Góra, 199 m n.p.m.).

Ostatnio, w moje ręce trafiły się stare mapy topograficzne, głównie z lat 80 i 90 XX wieku. Z ciekawości spojrzałem na Kociek i ku mojemu zdumieniu okazało się, że istnieje! Ten fakt oznaczał, że jeszcze w latach 90. XX wieku krzyż nadal istniał. Następnego dnia, ponownie wybrałem się w wybrane miejsce. Tym razem musiałem zachować wzmożoną czujność.

Przejechałem tą samą drogą, jak za pierwszym razem, przejechając przez dawne pola uprawne, w większości pozarastane już zagajnikiem. Kiedy dotarłem do podnóża Koćkowej Góry, nic nie znalazłszy, zawróciłem. W drodze powrotnej byłem już pewny, że krzyż musi być gdzieś w lesie. Rozglądałem się za ewentualnymi resztkami sztucznych kwiatów, czy jakąś spróchniałą belką, opartą o drzewo.

Wiedziałem już, że krzyż był na rozdrożu (w pewnym miejscu drogi leśne utworzyły coś w rodzaju trójkąta, a “figura” miała być w tym drugim kącie). Mijając pierwszy kąt tego trójkąta, czyli rozdroże, powoli zbliżałem się do celu. Drugiego kąta, czyli rozdroża nie mogłem znaleźć. Mówiąc w skrócie – błądziłem. W pewnym momencie, coś zwróciło moją uwagę – relikty dawnej drogi, brakujący element tej układanki. Zrozumiałem, że do tej pory jechałem nową drogą, która omijała ten “trójkąt”. Znalazłem wreszcie zarys dawnej drogi, wymienianej na wielu mapach, nie uczęszczanej, na szczęście nie zarośniętej. Zrobiło się późno, więc i coraz bardziej się ściemniało, tworząc mroczny i przedwojenny klimat. Jak się mówi, strach ma wielkie oczy – wystraszył mnie stojący przede mną krzyż, wyrastając nagle z krzaków! Prawdziwy, originalny, przechylony już, ale w jeszcze dobrym stanie.

“Figura” jest pozbawiona Ukrzyżowanego. Po wygiętych gwoździach widać, że swego czasu zawieszany był krucyfiks. Nawet ostała poczerniała już girlanda z sztucznych kwiatów. Krzyż nie posiadał żadnych napisów i był pozbawiony daszka, na co wskazywały skośne belki ramiennej oraz trójkątny wierzchołek belki stojącej. Te cechy świadczą, że to jest krzyż typu biłgorajskiego-janowskiego. Ktoś z pobliskiej Huty musiał wiedzieć o jej istnieniu, bowiem “figura” była prowizorycznie zabezpieczona przed upadkiem, wstawiając kijek w jej postawę. Ciężko jest stwierdzić, czy ten sam krzyż faktycznie pamięta stacjonującą tam armię i czy na pewno przed nim żołnierze odmawiali modlitwy. Nie ma pewności, że to jest ten sam, który był wymieniany na mapie z 1938 roku, co czyni go jeszcze bardziej tajemniczym.

Lokalizacja: TUTAJ

Related posts

Leave a Comment