Image default

24 listopada 2025 r. Na całej połaci śnieg. Ładnie posypało jak na listopad. Dzięki porannej ponowie można było obserwować na nim świeże tropy zwierząt: były sarny, dziki, jelenie i lis.

Miałem ambitny plan aby wystartować bladym świtem, ale spało się tak dobrze, że ostatecznie wyruszyłem o godz. 11 i przeszedłem jedenaście kilometrów. Wystartowałem z Annopola w stronę świeciechowskiego lasu ulicą Sosnową, a zakończyłem wycieczkę u siostry na Zychówkach, leśnym przysiółku Świeciechowa Poduchownego.

Lasy świeciechowskie, będące częścią lasów gościeradowskich, to bory sosnowe i mieszane liczące setki lat. Stanowią północne skraje dawnej Puszczy Sandomierskiej. Właśnie tędy przebiegał przed wiekami Bursztynowy Szlak.

Na początek przeszedłem niewielki las porastający hałdę pozostałą po kopalni fostorytu w Annopolu, przeszedłem główną szosę i znalazłem się szybko poza obrębem zabudowań.

Ulica Sosnowa to właściwie polna droga; nazwę nadano zaledwie kilka lat temu. Ktoś już nią dziś przede mną szedł, ktoś też jechał terenowym autem.


Zatrzymałem się będąc już w szczerym polu. Z oddali dobiegało gęganie dzikich gęsi. To niecodzienny odgłos tutaj. Na pewno mają na polach jakiś pokarm, najpewniej kukurydza. Zobaczyłem spore stado lecące w moim kierunku ale w pewnym momencie rozdzieliły się na kilka mniejszych i ostatecznie nad moją głową przeleciał tylko niewielki klucz złożony z około dziesięciu sztuk. To gęgawy. Sfilmowałem je i poszedłem dalej.

Już kilkanaście minut po wejściu w bór miałem miłe spotkanie ze sporym stadem dzików. Spotkać tu żywego dzika to prawdziwy fart; częściej widuję martwe. Obserwowałem je z odległości około trzydziestu metrów, chyba nawet mnie nie zauważyły, bo szły powoli, niektóre biegły spokojnie truchtem. Niestety, dłuższy teleobiektyw spoczywał na dnie plecaka, a dziki ukazały mi się tak szybko, że nie wiedziałem czy wyciągać z pasa nerkowego kamerę i próbować je filmować, czy robić zdjęcia tym obiektywem, który mam na lustrze. Ostatecznie, ze spóźnioną reakcją strzeliłem kilka razy migawką aparatu mając nadzieję, że może uda się je jeszcze zobaczyć. Niestety nie; wataha zniknęła bezpowrotnie za niewielkim pagórkiem. Ale kilka zdjęć zdążyłem zrobić. Później prawie całe stado przecisnęło się pod siatką grodzącą śródleśną połać uprawnego gruntu zwanego Niwką. Wywnioskowałem to po ich świeżym tropie.


Paśniki dla zwierząt stoją jeszcze puste. Zimowy krajobraz diametralnie różny od tego jesiennego. Aż trudniej o orientację w terenie. W lesie bezapelacyjnie panuje cisza i biel. Można się rozkoszować. Nawet dziki biegły niemal bezszelestnie. Mało co absorbuje uwagę, zmysły wypoczywają. Tylko gdzieniegdzie kontrastuje z bielą intensywnie czerwony berberys lub dzika róża. Doszedłem na utwardzaną drogę przeciwpożarową, gdzie spodziewałem się jakiegoś ruchu, ale również tam było cicho i pusto. Podążałem nią przez kolejne dwa kilometry, aż do Moczydła. To niewielki, leśny staw a raczej bajorko. Po drodze dały się zauważyć i słyszeć sikory, dzięcioł duży i jeszcze jakieś szare maleństwo, być może mysikrólik. Dawno tędy nie szedłem. Liczyłem na tropy wilka na śniegu, bo widziałem tu okazałe dwa lata temu, ale tym razem nie miałem tego szczęścia. Czasem udaje się tu zobaczyć przebiegające przez drogę jelenie i sarny, i faktycznie jelenie ją przekraczały ale były tu trochę wcześniej przede mną. Przy drodze rzuca się w oczy duży drewniany krzyż postawiony przez Nadleśnictwo Gościeradów; miał chronić leśników i myśliwych przed skutkami covidowej pandemii.


Moczydło w zimowej odsłonie prezentowało się znacznie korzystniej niż kiedy odwiedzałem je tydzień temu. Na gałęziach drzew nadal utrzymywało się sporo białego puchu. Tu wyciągnąłem kawę i batony proteinowe, i poszedłem dalej, w kierunku północnym. Minąłem ambonę z tabliczką „Teren prywatny, Wstęp wzbroniony”. Las jest tu państwowy, należący do leśnictwa Świeciechów, więc napis dotyczy wyłącznie ambony. To tutaj znalazłem niewiele ponad tydzień temu martwego dzika, przy którym byłem później z inspekcją weterynaryjną. Worka, w który został zapakowany już nie było, prawdopodobnie niedługo po pobraniu próbek przyjechała po truchło firma utylizacyjna.

Niedługo powinienem się dowiedzieć, czy był to dzik z ASF-em.


Zapuściłem się we fragment lasu, którego nie przemierzałem jeszcze offroad. Tam właśnie moim oczom ukazało się coś dość nietypowego. Było to siedzisko myśliwego w postaci półki, zamontowane na wysokości ok 7 metrów. Ambona samowłaz. Ławeczka z oparciem rozpostarta pomiędzy dwiema sosnami. Ciekawe jak ten łowca tam wchodzi? Chyba podjeżdża tutaj z drabiną.  Albo to jakiś wybitny drzewołaz, bo pnie drzew były praktycznie łyse. Podobno kiedyś myśliwi wbijali co pół metra po dwa duże gwoździe i w ten sposób wchodzili na takie siedzisko.

Tutaj gwoździ nie widziałem. To bardziej współczesna półka, ani jeszcze nie spróchniała, ani nie zgniła.


Następnie skierowałem swoje kroki ku pomnikowi znajdującemu się w pobliżu Suchej Wólki – ku mogile dwóch radzieckich oficerów pochowanych w tym miejscu latem 1944 roku. Spoczywa w niej dwóch braci, major i kapitan, dowódcy jednostek 1 Frontu Ukraińskiego, który 27 lipca wypchnął Niemców z okolic Annopola za Wisłę. Polegli w sierpniu 1944 nad samą Wisłą podczas walk o przyczółek wiślany w ramach operacji lwowsko – sandomierskiej. Miejscowi pamiętali ich uroczysty, wojskowy pogrzeb. W pobliżu stacjonowała przez pół roku sowiecka jednostka. Największa zagadka jest taka, dlaczego ich zwłok nie ekshumowano, podczas gdy ekshumowano tysiące innych, także w pobliskiej Suchej Wólce. Oryginalny pomnik był w kształcie słupa zbitego z desek, do którego przytwierdzona była radziecka czerwona gwiazda i tabliczka po rosyjsku z ich nazwiskami, stopniami i okolicznościami śmierci. Ponoć było tam napisane, że zginęli “nad rieczkoj” czyli nad rzeką. Nad naszą Wisłą. Grób okalał płotek przywieziony z cmentarza w Świeciechowie. Kiedy po latach słup zgnił, miejscowi postawili na mogiłach dwa krzyże z przyczepionymi do nich metalowymi orłami. W takim stanie groby przetrwały do lat 60. Później mogiłę odnowiła rodzina Drapałów z pobliskiego przysiółka Zawale, który lokalsi nazywają Zowalem i opiekowała się nią przez kolejne lata. Śmierć żołnierzy upamiętniała już wówczas drewniana tabliczka z napisami w języku polskim. O obecną formę pomnika, z błędną datą ‘1945’ zadbał Urząd Miejski w Annopolu w 2011 roku. Brak nazwisk oficerów może sugerować, że nikt ich już wtedy nie pamiętał. Stojące na płycie znicze mówią jednak o tym, że ktoś nadal pamięta o tym miejscu i oficerach zza Buga, którzy na zawsze pozostali na annopolskiej ziemi.


Tu nieopodal, pod lasem na Zawalu, pobudował letni dom znany dziennikarz muzyczny Hirek Wrona.

Spod mogiły ponownie ruszyłem pozaszlakowo, już w stronę zabudowań Zychówek, gdzie umówiłem się z siostrą. Prawie spod nóg wyskoczył mi spłoszony niewielki zając szarak. Jednak za szybko, aby go uwiecznić. Miałem wielką ochotę iść nadal poza drogą i ścieżką, ale czas gonił; dzień już bardzo krótki. Dawno nie eksplorowałem tej części lasu; zdążyłem zapomnieć jakie to piękne i dzikie obszary. Ostatnie dwa kilometry przeszedłem już leśną drogą – dawnym duktem łączącym Świeciechów z Suchą Wólką. Na przydrożnej brzozie usiadła sójka. Ona nie wybiera się za morze jak wielu jej ptasich pobratymców. I wyróżnia się jaskrawymi kolorami na tle wszechogarniającej bieli. Kiedy krzyczy, wszystkie stworzenia w lesie w promieniu pół kilometra wiedzą, że idzie człowiek.

Ta droga jest już dzisiaj z rzadka uczęszczana, zastąpiła ją wspomniana wcześniej droga przeciwpożarowa, poprowadzona kilka lat temu przez leśników. Im bliżej wsi, tym więcej odgłosów, szczekania psów i drobnego ptactwa. W Zychówkach powitał mnie kadzidlany zapach drewna dochodzący z któregoś z kominów.

Rzadko zdarza się taki solidny początek zimy w listopadzie. Już chyba trzeci dzień trzyma się śnieg a na najbliższe noce zapowiadają siedmiostopniowy mróz. Czy to wróżba ostrej zimy? Zobaczymy…

Related posts

Leave a Comment