Image default
Historia regionu

6, 7, 8 i 9 czerwca 1944 r. w lasach janowskich i lipskich podczas operacji “Sturmwind”

6 czerwca 1944 r.

W dniu 6 czerwca 1944 r., w Krakowie odbyła się niemiecka konferencja, na której poinformowano o szczegółach przygotowań do mającej się rozpocząć wielkiej operacji przeciwpartyzanckiej w Puszczy Solskiej, czyli w lasach lipskich, janowskich, biłgorajskich i józefowskich. Tak brzmi relacja z przebiegu tej konferencji:

„Konferencja z sekretarzem stanu Koppem, Generalleutnantem policji Höringiem i Generalmajorem Borkiem.
Na wstępie pan gubernator generalny wypowiada się pokrótce na temat wiadomości o inwazji wojsk angielskich i amerykańskich, która rozpoczęła się ubiegłej nocy w północnej Francji.
Sekretarz stanu Koppe donosi, że wkrótce Wehrmacht przy pomocy doborowych sił rozpocznie wielką akcję przeciwko bandom w lasach biłgorajskich [mowa o lasach janowskich i lipskich]. Akcją tą kierować będzie Wehrmacht, ale i policja weźmie w niej wszechstronny udział.
Generalmajor Bork podaje szczegóły planowanej operacji. Będą w niej brały udział 3 dywizje, poza tym jednostka Döll, jeden pułk Kozaków i jeden polowy pułk szkolny.

Jak donosi sekretarz stanu Koppe, istnieje projekt, żeby Główny Wydział Wyżywienia i Rolnictwa wyznaczył odpowiednie oddziały wydzielone dla natychmiastowego odbioru żywca. Trzeba również zorganizować miejsca postoju (Standlager), w czym powinien wziąć udział Główny Wydział Leśnictwa. Wehrmacht stoi na słusznym stanowisku, że wszyscy przebywający na tym terenie mężczyźni w wieku od lat 16 do 60 powinni być wytępieni. Znajdujące się na tym obszarze wsie są tak przeżarte bandytyzmem, iż nasuwa się przypuszczenie, że mężczyźni w  przytłaczającej większości są czynnymi członkami band. Kobiety i dzieci wywiezie się do Rzeszy. Spalenie kilku miejscowości na tym terenie będzie nieuniknione, w przeciwnym razie bowiem byłyby one nadal ośrodkami bandytyzmu.

Pan gubernator generalny poleca sekretarzowi stanu Koppe, żeby kwestię tę omówił jeszcze z właściwymi instancjami. Pod żadnym pozorem nie powinno dojść do bezsensownej rzezi, gdyż wywołałoby to bunt w całym kraju. Dlatego tez wskazane jest lokalne informowanie gubernatora dra Wendlera [o przebiegu akcji]. Ponieważ mieszkańcy tamtejszych miejscowości dotychczas dobrze się wywiązywali z dostaw, należy gruntownie rozpatrzyć kwestię, które miejscowości mają być zrównane z ziemią.

Gebneralmajor Bork nie sądzi, żeby koniecznie trzeba było puszczać z dymem miejscowości znajdujące się poza właściwą strefą bandytyzmu. Natomiast na terenie będącym widownią walk nie ma mowy o żadnych względach.
Pan gubernator generalny życzy sobie stanowczo, żeby starano się oszczędzać niewinną ludność, która sama cierpi pod terrorem band [!].

Sekretarz stanu Koppe zaznacza, że zawarto porozumienie z dowództwem okręgu wojskowego. Na początek do sztabu generała Haenicke odkomenderowany zostanie pewien major Schutzpolizei, obeznany w ramach kompetencji tej policji i żandarmerii z miejscowymi stosunkami; prócz tego zostanie tam odkomenderowany IC [oddział zajmujący się wywiadem i kontrwywiadem] Sicherheitspolizei, do którego należy zbieranie bieżących informacji, niezbędnych dla podejmowania nowych decyzji. Następnie wyznaczono dowódców łącznikowych [utrzymujących styczność] z dywizjami, wśród nich również dowódców z Ordnungspolizei; utworzono też dowództwa Sicherheitspolizei. Polska żandarmeria [chodzi o policję granatową] otrzyma dowódców niemieckich. Należy się spodziewać, że łączna liczba bandytów wynosi co najmniej 4000; są oni prawdopodobnie świetnie wyposażeni i zapewne posiadają umocnione obozy.

Pan gubernator generalny dziękuje odnośnym władzom za to, że utrzymują autorytet Rzeszy w Generalnej Guberni. Niesłychanie ważną sprawą jest udowodnienie, że autorytet ten jeszcze istnieje. Mówca spodziewa się, że operacja ta wywrze też silne wrażenie na tych bandach, które ewentualnie miałyby ochotę przejść na teren Generalnej Guberni. Rząd Generalnej Guberni powinien poprzeć to przedsięwzięcie wszelkimi sposobami. Również gubernator dr Wendler oraz podległy mu wyższy dowódca SS i policji winni być w pewnym zakresie informowani o szczegółach dotyczących operacji”.

Operacja otrzymała kryptonim „Sturmwind” („Wicher”), a do jej wykonania przydzielono olbrzymie siły, liczące około 30000 ludzi. Dowództwo nad nią objął gen. S. Haenicke, który powołał specjalny sztab, kierowany przez gen. Borka. Zgodnie z założeniami miała ona przebiegać w dwóch etapach. Pierwszy – „Sturmwind I” – miał objąć lasy janowskie i lipskie, a drugi – „Sturmwind II” – pozostałą wschodnią część Puszczy Solskiej.

(Wykorzystano książkę Jerzego Markiewicza „Partyzancki kraj”. Raport z konferencji jest zawarty w książce: „Okupacja i ruch oporu w dzienniku Hansa Franka 1939-1945” tom II, str. 504, 505)”


7 czerwca 1944 r.

7 czerwca 1944 r. w Ulanowie partyzanci z oddziału AK „Kmicica” i NOW-AK „Ojca Jana” ujęli trzech zwiadowców niemieckich. Dokonali tego Stanislaw Witkiewicz „Szpicfinder” i plut. Stanisław Pelczar „Majka”. Wspomogli ich por. M. Potyrański „Poraj” i por. „Wieża”.

„Szpicfinder” wspominał, że on i plutonowy „Majka” siedzieli w mieszkaniu u znajomego w Ulanowie, kiedy doniesiono im, że od promu widziano idących trzech nieznanych, podejrzanych mężczyzn. Postanowili ich zatrzymać. „Majka” zaszedł ich od tyłu, „Szpicfinder” zaczaił się z pistoletem za rogiem domu. Gdy dochodzili krzyknął: „Hände hoch! Ręce do góry!”. Osłupieni z wrażenia, nie zdążyli sięgnąć po broń, gdy równocześnie „Majka” zaskoczył ich z tyłu. Poddali się, zostali przez „Majkę” rozbrojeni i wyprowadzeni z Ulanowa. Za Ulanowem związano ich i furmanką zawieziono do oddziału.

Po doprowadzeniu do miejsca postoju i przesłuchaniu ich przez ppor. Tadeusza Gryblewskiego „Kordiana” okazało się, że byli to: Volksdeuts, Ukrainiec i Polak, granatowy policjant na niemieckich usługach. Celem ich wyprawy za Zasanie było zbieranie wiadomości o oddziałach partyzanckich, przekazywanie ich Niemcom w czasie mającej nastąpić akcji. Potwierdziły się dotychczasowe meldunki o planowanej niemieckiej operacji przeciw partyzanckiej „Sturmwind I”.

Miał nastąpić ciężki czas dla partyzantów i ludności całej Puszczy Solskiej.

(Wykorzystano książkę Stanisława Puchalskiego „Partyzanci „Ojca Jana”” oraz Marii Deresz „Niebo bez słońca”)


8 czerwca 1944 r.

Plan operacji „Sturmwind I” polegał na utworzeniu przez wojska niemieckie pierścienia okrążającego lasy janowskie i lipskie. Linię okrążenia wyznaczała od wschodu szosa Biłgoraj – Frampol. Od zachodu linia toru kolejowego od Zaklikowa, od południa rzeki San, Tanew i Łada, a od północy droga Frampol – Janów Lubelski – Zaklików. Do wieczora 9 czerwca 1944 r. na rubieży tej miała być rozwinięta linia ubezpieczeń dla zamknięcia wszelkiego ruchu z lasu i do lasu.  Aby zaskoczyć partyzantów, nakazano nie wysyłać wcześniej oddziałów kwaterunkowych do wyznaczonych rejonów koncentracji dywizji i nie prowadzić wzmożonego rozpoznania.

Łącznie do wykonania akcji „Sturmwind” Niemcy przeznaczyli siły liczące około 30000 ludzi.

8 czerwca 1944 r., w środku niemieckiego pierścienia, czyli w lasach janowskich i lipskich, zostali zamknięci partyzanci polscy i radzieccy. Oto szczegółowy wykaz sił partyzanckich:

Partyzanci polscy:

  1. Część  1 Brygady Armii Ludowej im. Ziemi Lubelskiej pod dowództwem kpt Ignacego Borkowskiego ps. „Wicek”. W skład brygady wchodziły: 2 kompania polowa, dowodzona przez por. „Rysia”, która liczyła ok. 90 partyzantów; 3 kompania polowa „Straży Chłopskiej”, licząca ok. 60 żołnierzy, dowodzona przez por. Juliana Kaczmarczyka ps. „Lipa”; 5 kompania szturmowa dowodzona przez por. Edwarda Gronczewskiego ps. „Przepiórka”, licząca 240 partyzantów (według Jerzego Markiewicza, a według Waldemara Tuszyńskiego – 276); 9 kompania sztabowa dowodzona przez por. Aleksandra Szymańskiego ps. „Bogdan” złożona z około 60 ludzi. W czasie operacji w skład brygady weszły też dwa niewielkie oddziały; jeden utworzony z przebywających w lesie działaczy PPR, którym dowodził sierżant Aleksander Bis ps. „Korsarz”, i drugi, składający się z członków BCh, którym dowodził plut. „Szum”.
    Całość liczyła łącznie około 500 żołnierzy.
  2. Brygada im. Wandy Wasilewskiej pod dowództwem kpt. Stanisława Szelesta. W skład brygady wchodziły dwa bataliony: 1 batalion im. T. Kościuszki, dowodzony przez por. Aleksandra Fudaleja, z którego do akcji weszła tylko kompania pod dowództwem ppor. Władysława Dytkowskiego; 2 batalion im. H. Dąbrowskiego, dowodzony przez ppor. Stanisława Matysa, składał się z dwóch kompanii , dowodzili nimi ppor. Władysław Komorowski i ppor. Piotr Sobczyk.
    Całość liczyła łącznie około 300 żołnierzy
  3. Oddział łącznikowy Armii Ludowej (zwany również oddziałem „Janowskiego”) pod dowództwem por. Andrzeja Pajdo, składający się z trzech plutonów. Przy oddziale znajdował się Leon Kasman, który utrzymywał łączność radiową ze Związkiem Patriotów Polskich i Sztabem Polskich Partyzantów.
    Całość liczyła łącznie około 100 żołnierzy.
  4. Oddział Narodowej Organizacji Wojskowej i Armii Krajowej pod dowództwem por. Bolesława Usowa ps. „Konar” w składzie trzech plutonów. Na czas operacji podporządkował się „Konarowi” trzydziestoosobowy oddział AK „Kmicica”, dowodzony przez ppor. Mieczysława Potyrańskiego ps. „Poraj”.
    Całość liczyła około 130 żołnierzy.

Partyzanci radzieccy:

  1. Zgrupowanie im. Aleksandra Newskiego (w niepełnym składzie), dowodzone przez mjr. Wiktora Karasiowa – oddziały lejtnanta Salimonowa i Lapuszkina, pododdział zwiadowców Stanisława Wrońskiego i pododdział minerski Obodowskiego.
    Całość liczyła łącznie około 400 żołnierzy.
  2. Zgrupowanie im. N.S. Chruszczowa (w niepełnym składzie), pod dowództwem mjr. Włodzimierza Czepigi – kompanie M. Pasikunowa, J. Sulima i W. Doroszewa oraz pluton zwiadu i pluton sztabowy.
    Całość liczyła łącznie 310 żołnierzy.
  3. Oddział dowodzony przez ppłk. Nikołaja Prokopiuka skałdał się z trzech kompanii, którymi dowodzili: Aleksander Ławrow, Michaił Pietrow i Władimir Zinowiew, oraz plutonów zwiadowczego, ochronnego i gospodarczego.
    Całość liczyła łącznie 540 żołnierzy.
  4. Oddział im. Budionnego, pod dowództwem starszego lejtnanta Iwana Jakowlewa składał się z dwóch kompanii, poddziału zwiadowczego i gospodarczego.
    Całość liczyła łącznie 180 żołnierzy
  5. Oddział im. Suworowa (w niepełnym składzie), pod dowództwem lejtnanta Sergiusza Sankowa.
    Całość liczyła 60 żołnierzy.
  6. Oddział im. S. Kirowa (w niepełnym składzie) pod  dowództwem lejtnanta Michaiła Nadielina.
    Całość liczyła 60 żołnierzy.
  7. Oddział zbiorczy, pod dowództwem ppłk. Walentina Pielicha ps. „Galicki”, składał się z oddziałów „Galickiego”, Aleksandra Filuka i Piotra Wasilienki.
    Całość liczyła 150 żołnierzy.

W okrążeniu znalazł się również mieszany oddział polsko-radziecki im. Józefa Stalina, pod dowództwem Polaka kpt. Mikołaja Kunickiego ps. „Mucha”, składał się z trzech kompanii oraz plutonów zwiadowczego i sztabowego. Całość liczyła 200 żołnierzy.
Ponadto w okrążeniu znalazło się kilka mniejszych grup partyzantów polskich i radzieckich oraz podoficerska szkoła AK mjr. Biedzińskiego ps. „Żbik”, która z momentem rozpoczęcia operacji „Sturmwind” została rozwiązana.

Ogółem wówczas w okrążeniu w lasach znajdowało się ok. 1200 polskich partyzantów i ok. 1800 partyzantów radzieckich. Łączna ich suma to 3000 żołnierzy.

(Wykorzystano książkę Jerzego Markiewicza „Partyzancki kraj” oraz książkę Waldemara Tuszyńskiego „Lasy Janowskie i Puszcza Solska”)


9 czerwca 1944 r.

9 czerwca 1944 r., ppor. Bolesław Usow „Konar”, dowódca partyzanckiego oddziału NOW-AK „Ojca Jana” stacjonującego w Lasach Janowskich, po naradzie decyduje, że w obliczu możliwego zacieśniającego się pierścienia niemieckich wojsk, trzeba opuścić dwugajówkę koło Szewc i udać się na zachód poza linię kolejową Rozwadów – Lublin, a następnie za Wisłę, na ziemię kielecką. Każdy z oddziału mógł zadecydować, czy w nim zostaje, czy będzie się ratował na własną rękę i na własne ryzyko. Prawie połowa zdecydowała się odejść.

Wyruszono 9 czerwca po południu w kierunku Łążka Ordynackiego.  Wspomina Stanisław Puchalski w swojej książce „Partyzanci Ojca Jana” (Autor podaje datę rozpoczęcia marszu na dzień 10 czerwca, lecz najprawdopodobniej jest ona błędna, gdyż na drugi dzień po wymarszu oddział stoczył bitwę pod Janikami i to ona jest datowana na 10 czerwca):

„Przed wieczorem dotarliśmy do pierwszych zabudowań, stojących jeszcze w lesie. To Łążek Kameralny. Weszliśmy na podwórze. Szukamy domowników, nikogo nie ma. Szukamy coś do jedzenia. W komorze cała podłoga zastawiona glinianymi garnkami z mlekiem. Ci, co byli wewnątrz, podają garnek za garnkiem. Prawie wszystkie są jednej wielkości. Gdy przyszła kolej na mnie, podają mi garnek o wiele, wiele mniejszy, może półtora litrowej wielkości. Wziąłem go, nie mając do nikogo pretensji. Poczułem się pokrzywdzony przez los. Nic jednak nie mówiąc zacząłem pić. I cóż się okazało? Była to zebrana z innych garnków kwaśna śmietana. Zawsze lubiłem i piłem dużo mleka. Moim przysmakiem była kasza gryczana z masłem popijana kwaśną śmietaną. Pomyślałem sobie, że z tym losem nie jest najgorzej. Po zaspokojeniu pragnienia, ruszyliśmy w dalszą drogę. Doszliśmy do szosy Nisko – Janów Lubelski, szosą w prawo z 300 m, następnie drogą w kierunku Łążka Garncarskiego. Zaciekawiło nas, że we wsi nie widzieliśmy wcale ludzi. Utkwił mi w pamięci nasz propagandzista „Pobóg” (Mieczysław Przedpelski), małego wzrostu, w cywilnym ubraniu, w niemieckim hełmie na głowie, z oryginalnym wojskowym plecakiem. Biegał od domu do domu i w  zamknięte drzwi wciskał prasę konspiracyjną.
Była już noc, gdy doszliśmy do Łążka Garncarskiego. Zatrzymaliśmy się na odpoczynek. W domu, w którym znalazłem się ja z kolegami, była tylko stara babcia. Ugotowała nam ziemniaków, przyniosła duży garnek kwaśnego mleka i poprosiła do stołu. Była to dla nas przewspaniała kolacja.”

(Wykorzystano książkę Stanisława Puchalskiego „Partyzanci ‘Ojca Jana’”)

Related posts

Leave a Comment